niedziela, 5 marca 2017

FALAFEL Z DOKTORATEM


Jednym z kilku miejsc w Madrycie, do których lubiłam jeździć, mając trochę wolnego czasu, był Plaza Mayor. Zawsze przewijały się przez niego tabuny ludzi, głównie turystów. Plac otaczają budynki z 237 balkonami, na które przed kilkuset laty wylegała hiszpańska arystokracja, aby śledzić rozmaite wydarzenia, organizowane tam ku uciesze i przestrodze hiszpańskiego ludu. Na Plaza Mayor odbywały się m.in. słynne auto-da-fe, czyli procesy inkwizycyjne, którymi Hiszpania tak niechlubnie zapisała się na kartach europejskiej historii. Siadałam przy stoliku jednej z wielu kawiarenek otaczających plac i pod wpływem egzystencjalnego upojenia chwilą, oddawałam się zmyślaniu życiorysów przechodzącym ludziom. Nic oryginalnego. Pewnie wiele osób coś takiego robi, ale spróbujcie zrobić to w Hiszpanii, a zobaczycie, jakie rzeczy zacznie wyprawiać wasza wyobraźnia, po kilku miesiącach zanurzenia w tej barwnej kulturze.

Chcąc opuścić Plaza Mayor, wybierałam zazwyczaj przejście, które wychodziło na Calle Mayor, jedną z najstarszych i najatrakcyjniejszych arterii miasta, oczywiście zawsze pełną las turistas. Jednak pewnego razu odwróciłam się na pięcie i powędrowałam w kierunku przeciwnym. Wylądowałam na Calle de Toledo, a potem zrobiłam to, co lubiłam robić w Madrycie najbardziej: z premedytacją zgubiłam się w gąszczu wąskich uliczek. Po kilku godzinach „zgubienie” i skurcz żołądka zaprowadziły mnie w progi pewnego baru, którego właścicielem, a zarazem szefem dwuosobowej kuchni był szalony Turek z doktoratem. Serio.

Jego specjalnością, z której, jak się potem dowiedziałam, słynął ów bar, był falafel. Turek serwował go na kilkanaście różnych sposobów i podbijał nim serca każdego, kto tylko tam zawitał. Podczas kolejnych wizyt, z rozmów z tym niezwykle wylewnym i sympatycznym człowiekiem dowiedziałam się, że zawsze marzył o posiadaniu swojej knajpki, szukaniu nowych smaków i słuchaniu opowieści ludzi, którzy będą przychodzili się do niego stołować. Jak widać marzenia się spełniają. Po powrocie do kraju próbowałam odtworzyć smak któregoś z turkowych falafeli. Nic z tego. Z uporem maniaka zamawiałam też falafele w restauracjach i barach, kiedy natrafiłam w jakimś dużym mieście na takie, które serwują dania kuchni arabskiej. To samo. Do dziś nie wiem, dlaczego nie potrafię odtworzyć tego smaku. Kto wie? Może dlatego, że nie jestem szalonym Turkiem z doktoratem.

2 komentarze:

  1. Doktorat możesz zrobić, ale zostać Turkiem będzie ciężko...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem właśnie. Zawsze miałam ambitne cele, a potem musiałam jakoś przełykać porażkę. Tym razem płakać nie będę :D

      Usuń