środa, 1 marca 2017

"TAJEMNA HISTORIA" DONNA TARTT


Książka, w której nie ma ani jednego niepotrzebnego przymiotnika – stwierdzenie to idealnie obrazuje, z jaką pozycją macie do czynienia. W przeciwieństwie do takiego Remigiusza Mroza, Donna Tartt książek nie produkuje, lecz je w swoim tempie pisze. Od roku 1992, kiedy zadebiutowała „Tajemną historią” wydała jeszcze dwie książki: „Małego przyjaciela” i nagrodzonego Pulitzerem w 2014 r. „Szczygła”. 

Sama autorka jest postacią dość ekscentryczną i tajemniczą. Stroni od wywiadów i trudno ją gdziekolwiek spotkać. Mając do czynienia z książkami Tartt ciężko oprzeć się wrażeniu, że autorka wsadza w pracę nad nimi całe zasoby ducha i nieustannie pracującego umysłu. „Tajemna historia” nie jest wyjątkiem. 

Akcja powieści, utrzymanej w konwencji gotyckiego thrillera rozgrywa się w fikcyjnym Hampden College, campusie uniwersyteckim, do którego na studia przybywa z Kalifornii Richard Papen. Wykorzystując swój spryt, dołącza do elitarnego grona studentów-wybrańców profesora Juliana Morrowa, wybitnego filologa klasycznego. Zaprzyjaźnia się z resztą grupy i oddawałby się beztrosko wszelkim uciechom studenckiego życia, gdyby nie jeden istotny fakt: morderstwo. Pojawia się ono już na pierwszych stronach książki. Jakby tego było mało, od razu wiadomo kto zabił. 

Zatem, skoro znamy mordercę, to w czym tkwi fenomen tej tłumaczonej na trzydzieści języków powieści? W tym, że autorka potrafiła ubrać popularny topos winy i kary w tak magnetyczny język, że od pierwszej do ostatniej strony trzyma czytelnika w uścisku, który czuje się jeszcze długo po skończonej lekturze. Nie bez znaczenia dla atrakcyjności fabuły jest także to, że spora część wydarzeń dziejących się w książce jest wariacją na temat własnych przeżyć Tartt z czasu studiów w Bennington College. Od momentu, kiedy skończyłam czytać „Tajemną historię”, każda kolejna książka była średnio zadowalająca, więc musiałam sobie zrobić czytelniczą przerwę. Każdy, kto jest psychofanem książek i miał do czynienia z tzw. przekleństwem dobrej książki, wie o czym mówię. Zazdroszczę tym, którzy lekturę "Tajemnej historii" mają nadal przed sobą.

2 komentarze:

  1. Możesz mi zazdrościć;)
    A wiesz, że kiedy zawitała do mnie sąsiadka na obcięcie włosów, to powiedziałam jej, że pojutrze, ale nie wyjawiłam powodu: akuratnie nie mogłam się oderwać od "Lampionów" Bondy (wiem, wiem, co myślisz o tej książce).
    Jestem nieuleczalnym bibliofilem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahah! Ja symulowałam kiedyś chorobę, żeby iść na L4 i przeczytać Trylogię Millenium Larssona, więc doskonale Cię rozumiem. Może jeszcze kiedyś zajrzę do Bondy, ale na chwilę obecną mam serdecznie dość kryminałów. Przerzuciłam się na "młodzieżówkę". Dostałam "Sieroce pociągi" i zapowiada się świetnie:)

      A propos bibliofilstwa - rozmyślam, żeby sobie zrobić własny ex libris, bo mam po nocach koszmary, że ktoś okrada moją biblioteczkę i potem szukam swoich książek po paserskich antykwariatach :D

      Usuń