wtorek, 16 maja 2017

WOKÓŁ FAKTU Z MAGDALENĄ GRZEBAŁKOWSKĄ


Najwspanialszą zaletą fascynacji czytelniczych jest to, że się zmieniają. Oczywista oczywistość, bo przecież zmieniamy się my sami, a co za tym idzie - przeobrażeniu ulegają nasze potrzeby intelektualne oraz duchowe. Na studiach połykałam książki Jeanette Winterson, następnie lubowałam się w kawiarniano-inteligenckiej poezji współczesnej i pisarstwie Jerzego Pilcha (którego dziś jakoś przełknąć nie mogę), a potem nastąpił długi okres fascynacji literaturą iberoamerykańską. Nie wiem, czy to z powodu przekroczenia jakiś czas temu o-boże-trzydziestki i tym samym zejścia na ziemię w pewnych kwestiach, ale moje ciągoty czytelnicze pogalopowały w stronę literatury non-fiction i od ponad roku zaczytuję się w głównie w reportażach oraz biografiach. Dobrymi powieściami też nie gardzę, ale obecnie sięgam po nie rzadziej. Zaobserwowałam nawet ostatnio, że mój regał się „odfikcyjnia”, bo kupuję teraz głównie literaturę faktu.