sobota, 24 czerwca 2017

BRACKA. WIERSZE NA MURACH

Magdalena Podobińska jest poetką i uczestniczką międzynarodowego projektu poetyckiego eMULTIpoetry realizowanego przez instytucje kultury w Polsce, Niemczech, Francji, Włoszech, Hiszpanii i Grecji, w ramach którego wybrane wiersze wyświetlane są na murze kamienicy przy ul. Brackiej w Krakowie.

eMULTIpoetry to nowa internetowa, międzynarodową i wielojęzyczną przestrzeń dla poezji. Nie tylko tej poezji "wysokiej" i uznanej.  Projekt umożliwia użytkownikom systematyczne pisanie i tłumaczenie wierszy, na takim poziomie, na jakim aktualnie się znajdują, z możliwością doskonalenia własnych zdolności i łatwego nawiązywania współpracy i wymiany międzynarodowej. Magdalena Podobińska tworzy wiersze po polsku i po angielsku, Dotychczas na Brackiej wyświetlono kilkadziesiąt jej wierszy.


Pani Magdo, załóżmy, że ma pani do dyspozycji tylko pięćdziesiąt słów, żeby dokończyć zdanie „Magdalena Podobińska to…”

Magdalena Podobińska: To chyba „aż”, nie „tylko” (śmiech). Kiedyś miałam określić Davida Bowiego w dziesięciu słowach, a to sam Bowie, co dopiero ja. Dobrze spróbuję. Magdalena Podobińska to romanistka i anglistka, od 17 lat ucząca języka angielskiego w Zespole Szkół w Kuryłówce. Jest pasjonatką języków obcych.Jest osobą, która nie może - no dobrze, może i może, ale już na pewno nie chce -żyć bez muzyki. Jest to muzyka w szerokim pojęciu: od Cobaina przez Cohena do Chopina. Poza tym „nałogowo”czyta, robi zdjęcia, czasem rysuje, maluje i często, gdy myśli nie mieszczą się już w jej głowie -pisze. Magdalena Podobińska to również matka dwójki dzieci oraz żona. W każdej z tych ról staram się wypaść najlepiej jak umiem, bo są to cząstki mnie, składające się na całość, która z kolei jest posklejana sztuką, wypełniona słowami, obrazami, fotografiami i muzyką. Sama siebie odkrywam każdego dnia, poza tym, jak widać przekroczyłam limit!

Ten limit słów nałożyłam nieprzypadkowo, bo czytając pani wiersze odnoszę wrażenie, że ma Pani ogromny talent zawierania maksimum treści w minimum słów. Ale o tym porozmawiamy sobie za chwilę. A teraz proszę mi powiedzieć, jak doszło do tego, że wiersze pani autorstwa wyświetlane są na murach kamienicy przy ulicy Brackiej w Krakowie? 

Wiersze na murach to projekt poety Michała Zabłockiego, wykładowcy Studium Literacko-Artystycznego przy Uniwersytecie Jagiellońskim, autora wielu tomików wierszy i tekstów piosenek. W październiku 2002 roku w Krakowie i Warszawie, na fasadach dwóch kamienic, przez cały rok, dzień po dniu, odbywały się projekcje kolejnych 366 jego wierszy w języku polskim i angielskim. Wiersze na murach, tzw. „wallsy”, pozostały w Krakowie na stałe. Od 2010 roku na ulicy Brackiej 1 wyświetlane są wiersze użytkowników międzynarodowego społecznościowego portalu poetyckiego eMULTIpoetry wybierane przez Michała Zabłockiego spośród utworów pisanych specjalnie w tym celu przez poetów z kraju i zagranicy. Tłumaczeniem wierszy polskich autorów na język angielski zajmuje się Marek Marciniak, a wierszy poetów pochodzących z partnerskich Miast Literatury UNESCO na język polski - Zofia Ziemann. Ja natknęłam się przypadkiem na wzmiankę o tym projekcie w Internecie, zaintrygowało mnie to i postanowiłam spróbować. Dołączałam do eMULTIpoetry pod koniec maja 2015 roku i udało się.  Już 10 czerwca mój pierwszy „walls” pojawił się w Krakowie. Do chwili obecnej aż pięćdziesiąt sześć moich "wallsów" (w tym dwa po angielsku) trafiło na Bracką. Muszę przyznać, że jest to dla mnie bardzo pozytywnym zaskoczeniem i niewątpliwą nobilitacją.

Jest pani również autorką pięknych wierszy dla dzieci. Mam znajomą, która pisze książki dla najmłodszych czytelników i wiem, że to spory wyczyn umieć pisać tak, aby było to dla nich zrozumiałe, atrakcyjne, wiarygodne i niosło ze sobą mądre przesłanie. Czy za taką umiejętność odpowiada u pani to wewnętrzne dziecko, o którym się mówi, że prędzej czy później odezwie się w dorosłym życiu, czy jej źródłem jest coś innego?

Jestem mamą dwójki dzieci i to właśnie one są źródłem inspiracji do napisania tych wierszyków. To stało się naturalnie, spontanicznie, z czystej miłości do nich i dzięki temu przyznam, że przyszło mi dość łatwo. Zaryzykuję stwierdzenie, że to był naturalny odruch i potrzeba chwili. Uwielbiam świat dzieci i doskonale się w nim czuję. Moje dzieci rosną i powoli oddalają się od tych wierszyków. Synek jeszcze nie, ale córka tak, a to dzięki niej zaczęła się moja przygoda z pisaniem dla dzieci. Czuję jednak, że nie zrezygnuję z pisania dla dzieci.Przyznam, że nigdy wcześniej się nad tym nie zastanawiałam, ale niewątpliwie też musiało się we mnie odezwać to wewnętrzne dziecko, o którym pani mówi. Właśnie przyszło mi do głowy, że ono też odzywa się często w trakcie pisania „dorosłych” wierszy, ponieważ zauważyłam, że często zdarza mi się nawiązywać np. do baśni, które uwielbiałam w dzieciństwie, a do których później, dzięki wspólnemu czytaniu ze swoimi dziećmi, z radością powróciłam.

Wróćmy zatem do tej „dorosłej” twórczości. Mam wrażenie, że coraz bardziej dotyka nas nadmiar bodźców a słowo „inspiracja” uległo zdewaluowaniu, bo wszyscy czymś się inspirują. Nie inspirować się niczym wręcz nie wypada. Nie ma gorszej pułapki, bo paradoksalnie być może zubażamy przez to naszą kreatywność. Stajemy się raczej odtwórcami niż twórcami. Pani twórczość zawsze jest pokłosiem inspiracji, czy pochodzi z jakiegoś pierwotnego miejsca w duszy?

Odpowiem pani parafrazując jeden z moich tekstów: „wiersze śpią w mojej głowie jak ptaki na drzewie, wystarczy delikatnie potrząsnąć, a rozpościerają skrzydła i odlatują w świat z krzykiem lub ze śpiewem”. Ale skąd się tam wzięły? Nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć.Przyznaję, nadmiar bodźców to rzeczywiście poważny problem.Jednak z drugiej strony myślę, że inspirowanie się czymś jest naturalne i niejednokrotnie podświadome.Ja podchodzę do tego tak, że jeśli słucham dużo muzyki, czytam dużo książek, to prędzej czy później się tego tyle nazbiera we mnie, że popełnię taki czy inny wiersz lub obraz, który jest pochodną tych wszystkich inspiracji. Niemniej nie chcę uogólniać i wiem, że to może być różnie u innych ludzi.Uważam, że pani pytanie jest bardzo intrygujące i każdy twórca powinien je sobie zadać.

Minimalizm w pani poezji można porównać do granatu z odbezpieczoną zawleczką. Człowiek czyta te niby parę słów, a potem ich sens wybucha mu nagle przed nosem. Poproszę o przepis na takie pisanie. 

Ten minimalizm wynika tu z przyczyn technicznych. Wiersze - propozycje do wyświetlenia na Brackiej są pisane w specjalnym programie tzw. IPOGS, (International Poetry Online Games Site – przyp. red) Walls, „oferującym” do zapisania tylko pięć linijek, z których w każdej może się pomieścić maksymalnie trzydzieści znaków (łącznie ze spacjami). Pełny ascetyzm. Ale przyznam, że bardzo polubiłam tę krótką formę i zaczynam coraz swobodniej się w niej czuć, zwłaszcza że - proszę mi wierzyć lub nie - raczej jestem małomówna (śmiech). Niektóre „wallsy” powstały w przeciągu tych ostatnich dwóch lat, odkąd piszę dla eMULTIpoetry. Inne są wyciagnięciem esencji ze starszych wierszy, czasem jest to swoiste streszczenie, innym razem - kilka linijek, które powiedzmy brzmią dobrze i bronią się bez reszty wiesza. Sądzę też, że takie pisanie wymaga nieco samodyscypliny, wyostrzenia zmysłów i czasem odwagi, a także umiejętności pójścia na kompromis. Zdarzało się, że przez limit znaków musiałam albo całkowicie rezygnować ze słów, które pierwotnie chciałam użyć albo zastępowałam je innymi.

Patrząc na taką ilość wierszy, nie skłamię, jeśli powiem, że pisze pani od dawna?

Nie, ponieważ piszę, odkąd skończyłam 16 lat, czyli od bardzo dawna (śmiech). Niektóre z wierszy z tamtego okresu wyrzucałam, ale wiele też zachowałam i wciąż mogłabym się pod nimi podpisać. Przez wszystkie te lata sporo pisałam i piszę po angielsku, sporadycznie także w innych językach. Jest to wielce stymulujące, ponieważ inny język niejako narzuca inny sposób myślenia i otwiera przed piszącym nowe możliwości. Były okresy w moim życiu, gdy pisałam więcej, mniej, były też dłuższe przerwy, był debiutancki tomik Mysza w 1999 roku, były szuflady, później Internet, a długo później Przeglądy Twórczości Nauczycielskiej i Leżajski Klub Poetów. Co będzie dalej czas pokaże. Ja nigdy się nie nudzę. Martwi mnie nieraz to, że nie zdążę przeczytać wszystkich książek, które są tego warte, tym bardziej, że niektóre czytam przynajmniej po dwa razy. Martwi mnie też podejście niektórych ludzi wyznających filozofię „byle do piątku!” A przecież jest ich tylko około pięćdziesięciu w roku! A co z resztą czasu i życia? Ważny jest każdy dzień, każda chwila, prawda?

Prawda. Zmartwienia mamy w takim razie podobne. Pani Magdo, dziękuję za rozmowę.

Ja również dziękuję.


A oto kilka "wallsów" autorstwa pani Magdy, które pojawiły się na Brackiej.

Chciał wnieść coś dobrego 
w ich życie ale oni nie mają
miejsca Mają tak zagracone 
w głowach jak ci nałogowi 
zbieracze z BBC Lifestyle 
- - - 
Późną nocą z wdzięcznością 
wygrywam dzień na fortepianie
Każda sekunda to inny dźwięk
A że nie wszystko jest czarno 
białe więc dodatkowo śpiewam
- - -
mówisz 
i mówisz
ale ja dziś
nie odpowiadam 
za siebie

                                                                                                   

2 komentarze: