O MNIE



Zawsze, ilekroć miałam pisać cokolwiek o sobie, zastanawiałam się, dlaczego jest to takie trudne. Przyznam, że wolałabym już pisać protokół z komisyjnego stwierdzenia dziury w drodze powiatowej niż ubierać w słowa to, czego tak naprawdę do końca nie ogarniam, czyli własną osobę. Bo jak pisać o sobie, skoro to, co wychodzi, jest prędzej estetycznie zredagowanym „ja” niż stanem faktycznym? Najbezpieczniej więc będzie, jeśli napiszę po prostu o tym, co lubię.

A lubię: 

…słowa. Fascynuje mnie ich brzmienie, moc - to, że mogą zadziałać jak miecz obosieczny, gilotyna, przyjazne ramię, skrzydła albo tratwa ratunkowa.

…takie książki, po przeczytaniu których muszę odczekać odpowiednią ilość czasu, żeby pamięć o tym, jak bardzo były dobre, lekko się ulotniła, abym mogła wziąć kolejne do ręki.

…mikro- i makrowyprawy. Myślę, że przemieszczanie się i podróżowanie jest obowiązkowe, jeśli chcesz dowiedzieć się o sobie i świecie jak najwięcej.

…zwierzęta. A właściwie to je kocham, bo są niesamowite we wpływaniu na jakość ludzkiego życia, jeśli przyjmiemy do wiadomości, że są równoprawnymi wobec nas istotami. Mam bzika na punkcie kotów, zwłaszcza tych charakternych, pyskatych i z pretensjami - nie wyobrażam sobie życia bez nich.

…pisać. Ktoś powiedział kiedyś, że jeśli lubisz pisać, to jesteś grafomanem. Myślę, że w tym powiedzeniu chodzi przede wszystkim o to, że pisanie jest trudne i wyczerpujące, bo piszący konfrontuje to, co zrodzi jego umysł i dusza, z tym, co jest dostępne i nieuchwytne jednocześnie, czyli słowem, więc to trochę jak wyjście na ring i stanięcie do walki z wielkim, tłustym paradoksem. Zatem kto może lubić coś takiego? Pewnie tylko ten, kto tego paradoksu nie dostrzega, onanizuje się własnym ego i nie panuje nad manią pisania, czyli grafoman właśnie (tak na marginesie: pewien znany redaktor mawia, że każdy pisarz podszyty jest grafomanem). Ale jeśli ty dostrzegasz i obity umysł ci nie przeszkadza, a jeszcze nikt ci nie powiedział, że to, co piszesz jest grafomanią i mimo trudów wiążących się z pisaniem, nadal chcesz się tym zajmować, to właśnie dlatego, że albo to lubisz albo jesteś masochistą. Umówmy się, że mnie dotyczy opcja pierwsza.

…kino takie, które wgniata w fotel, ale nie ilością i jakością efektów specjalnych, lecz traktowaniem widza jako istotę, u której zachodzi korelacja między oczami a umysłem.

…muzykę, bo bez niej nie wiedziałabym, że istnieje wiele rodzajów ciszy.

…kuchnię roślinną. Będąc dzieckiem garściami jadłam szczaw z łąki, mając w poważaniu to, że wcześniej mogły sikać na niego zające.

…miejskie tajemnice. Moje miasto ma kilkusetletnią historię, więc tajemnic tu nie brak, tyle że nie wszystkie są dla wszystkich wygodne. 

…biblioteki. Tłumaczenie dlaczego, wydaje mi się zbędne.

…siebie, a czasami nie lubię. Dzięki temu zachowuję życiową równowagę. 

Powiedzmy.

1 komentarz: